Jak spelniac marzenia to kilka razy....w miesiacu. Kochanie na kredyt x4

Sobota 7.03'15 Właśnie wrzuciłam notkę, bo w końcu jest sobota. Zaczynam pisać następną, która będzie dopiero za tydzień. Czemu tak r...

Sobota 7.03'15
Właśnie wrzuciłam notkę, bo w końcu jest sobota. Zaczynam pisać następną, która będzie dopiero za tydzień. Czemu tak robię? A dlatego, że w sobotę będę żyć w pośpiechu, więc nie będę miała czasu nic napisać. Jest dopiero po 12... Dość wcześnie. W takim razie, aby nie marnować tak pięknego i bardzo ciepłego dnia biorę laptopa i idę oglądać Brzydulę.
Atmosfera panująca w domu jest niesamowita...Tak, jestem sama w domu! Znaczy wszyscy są tylko, że jest 17 stopni na dworze, więc normalne osoby siedzą na dworze i cieszą się wiosną, bo w następny weekend powraca śnieg. PASZOŁ WON. Chyba pójdę na dwór chociażby po to, aby posiedzieć koło taty i popatrzeć jak czyści samochód...Córcia najlepsza, a nawet dupki nie ruszy, aby pomóc. Dobra, dobra może i czyścił samochód, ale to było godzinę temu, chyba za bardzo się w serial wciągnęłam. Trudno, siedzę sobie troszkę i troszeńkę rozmyślam nad życiem.
Jest już parę chwil po 17, więc zmywam się na kilka..godzin do babci.
 Siedzę sama, bo babcia szykuje jakieś ciasto w kuchni i mówiła, żebym poszła sobie do pokoju coś obejrzeć..Taki zbieg okoliczności, że dziś leci Never Say Never na TVN7.
Zaraz będzie 18, cieszy mnie fakt, że nadal jest jasno na dworze! Już niedługo o tej godzinie będzie jeszcze słońce nad nami, ale póki co musimy się cieszyć tym, że o tej porze jest zachód słońca. Obserwując codziennie pogodę w telefonie i godziny wschodu i zachodu słońca, zauważyłam, ze codziennie jest wschód coraz wcześniej, a zachód coraz później. Cieszę się, bo do mojego wyjazdu do Warszawy pewnie będzie jeszcze ok 19 jasno, więc będę mogła pozwiedzać Warszawę normalnie w spokoju, nie martwiąc się tym, że będzie strasznie ciemno...Ale w sumie nie jadę tam zwiedzać.
Dochodzi godzina 20, więc czas ruszyć się do domu...Mam tak strasznie daleko, aż 5 metrów. Przyszłam w krótkim rękawku i trochę będzie mi zimno, nawet przez chwilę.
Jestem już w domu. Wszyscy oczywiście oprócz mojego brata, który woli siedzieć i oglądać na laptopie jakieś filmik  na youtubie, oglądają Małych Gigantów. Szczerze, to jak oglądałam zapowiedzi to jakoś nie mogłam się przekonać, ale chyba mi się spodobało. Lubię oglądać coś śmiesznego z rodziną, no...bo po prostu jest śmiesznie!
Jeszcze chwila i wybije 23, idę do łóżka. Naładowałam telefon, wiec odpalam player'a i oglądam Brzydulę. Będę płakać, bo jestem na odcinkach, w których Marek już wie, że kocha Ulę i przyznał się, że zdradził Paulinę, aaa. Grubo po 1, idę spać, dziś już niedziela.

Niedziela 8.03'15 (Dzień Kobiet)
Godzina 11:30, a ja nadal w łóżku..Co się dzieje?! A tak.. nie ma pewnej osoby w domu. Idę się ogarnąć. Tata krzyknął z kuchni, że rosół już gotowy, prawdziwa polska niedziela. Nie lubię rosołu..Znaczy nie wiem czy go lubię, czy nie. Zawsze był mi obojętny, ale kiedy byłam tu na wakacje, to non stop był rosół! Czemu? Nikt nie wie. Od tego momentu znudził mi się, więc mamie powiedziałam, że nie jadam rosołu, więc nigdy nie robi go dla mnie. Tacie jakoś nie umiem tego powiedzieć, ale nie muszę, bo całkiem mi smakuje! Raz na jakiś czas można zjeść. Jest po 12, tata zachwala pogodę na zewnątrz, no cóż trzeba iść i się przekonać czy jest tak jak mówi.
Nie kłamał! Jest wręcz gorąco. Siedzę na ławce w sadzie i centralnie na mnie słońce świeci, aż musiałam zdjąć bluzę. Znowu rozmyślam. Lekki wiatr, śpiew ptaków, szczekające psy od czasu do czasu i rżące (tak to się mówi? :D) konie za płotem, czego chcieć więcej? Jeszcze 10 lat temu to miejsce nazwałabym wsią, ale dzisiaj to jest takie małe miasto po prostu. Kilka lat wstecz tutaj na tej ulicy były może 4 domy? A dziś jest ich chyba ponad 20 i buduje się osiedle...Nieźle.
Jest już po obiedzie, więc czas wracać do domu.

Poniedziałek 9.03'15
Ten dzień mi umknął...Za dużo się działo.

Wtorek 10.03'15 (Dzień Chłopaka)
Miałam iść spać o 22, a zasnęłam o 3. Dzień bardzo zabiegany, w ciągłych rozjazdach...Streszczając, nic ciekawego.

Środa 11.03'15
11:30 piszę z fizyki, bad! Szkoła, szkoła i szkoła, ale także pewna zmiana z czegoś zrezygnowałam. Z czegoś na 'a', ale jeszcze nic nie mówię, bo może coś mi się uda ułożyć tzn. znaleźć czas, więc nie chcę zapeszać.

Czwartek 12.03'15
Szkoła, szko....co tam mogło być ciekawego, oprócz kilku śmiesznych sytuacji na każdej lekcji, nic szczególnego. Po szkole czyli po 16 wyjechałam spod, a koło domu byłam ok 16:23, a miałam fryzjera na 16:30. Wielki stres, że się spóźnię, a zasiadłam na fotelu o 17...

Piątek 13.03'15 (pechowy?)
Piątek trzynastego. W zeszłym miesiącu też był, no i przyznam, że pechowy.. Dziś szkoła, a po szkole nic ciekawego.

Sobota 14.03'15 (kolejne spotkanie z Filipem)
Jest godzina 14:49, jestem już w Polskim Busie no i jadę. Cała się trzęsę i chce mi się ryczeć, bo już tylko kilka chwil dzieli mnie od kolejnego spotkania z Filipem. Na dworze panuje deszczowa atmosfera, ale u mnie atmosfera jest słoneczna! Za jakąś godzinkę powinnam być w Opolu... Przerywam pisanie, bo ładuję telefon i korzystam z 3G, bo WiFi nie działa...
23:50 jestem już w domu, jestem w takim szoku, że nie umiem pojąć, że to wszystko miało miejsce, ale zacznijmy od początku...

KOCHANIE NA KREDYT  14.03'15 OPOLE 
Wstałam jakoś kilka minut po 10. Szybko zjadłam śniadanie, wyszłam z psem, posiedziałam z mamą i ok 13:20 wyszłam z domu. Spóźniłam się na tramwaj, ale przywykłam do tego, że stoję na pasach i po drugiej stronie odjeżdża mi tramwaj bądź autobus. Wsiadłam w drugi, który podjechał, dojechałam do Arkad i stamtąd...no trochę się zgubiłam, więc szybki telefon do mamy i już wszystko jasne. Dojechałam na Dworzec Główny, czekałam jeszcze ok. 15 minut i było mi koszmarnie zimno, bo byłam w samej koszuli i bluzie...a kurtka w plecaku. Dokładnie o 14:30 odjazd. Kontakt od razu zajęty przez moją ładowarkę, a WiFi nie działa... Podróż przeminęła szybko, bo słuchawki na uszach i patrzenie przez okno się do tego przyczyniły. Po 16 byłam w Opolu, od razu uruchomiłam GPS'a, aby wiedzieć gdzie mam iść. Zaprowadził mnie dookoła, ale trafiłam do Filharmonii. Weszłam i chciałam kupić bilet i okazało się, że ktoś przede mną kupił ostatni. I tu wielkie bum. Ale ja się nie poddaję, więc weszłam do środka, pochodziłam sobie koło szatni i bardzo miła Pani zaprosiła mnie do kawiarenki 'bo po co marnować nogi'. Usiadłam i czułam na sobie ciągle wzrok Pani od biletów, ale co się dziwić.  Siedzę, siedzę, siedzę nagle dzwonek sygnalizujący przerwę, jak w szkole! Dziki tłum wylatuje z sali na przerwę 15-sto minutową. Po przerwie w końcu dostałam sms-a od P. Berg ze wskazówkami, że mam po spektaklu iść pod scenę, a potem do garderoby. Odpisałam, że nie mam biletu, bo nie zdążyłam kupić i, że jestem po za salą. Szybka odpowiedź pt. 'Gdzie dokładnie jesteś?', odpisałam, że w kafejce/kawiarence (whatever) i wtedy usłyszałam za sobą rozmowę i bardzo dobrze ją zapamiętałam...'to jest fanka, która jeździ za nami wszędzie i jest najmłodszą i najwierniejszą naszą fanką i nie zdążyła kupić biletu, więc muszę po nią iść'. Lekko się minęliśmy, bo Pani Berg poszła na dół, ale szybko za nią pobiegłam. Pan Marcinkowski podszedł ze mną do Pani sprawdzającej bilety i powiedział 'są jakieś wolne miejsca na sali, bo dziewczyna z drugiego końca Polski do nas przyjechała' niestety nie było wolnych miejsc, ale to nic złego, bo poszliśmy do środka i stanęłam na schodach gdzie miałam znakomitą widoczność. Podszedł do mnie Pan...Dobra już Robert. Podszedł do mnie Robert-kierownik spektaklu i powiedział, że po mam iść na dół do garderoby. Ja stojąc na samej górze na schodach stwierdziłam, że słabo widzę, więc co mi szkodzi zejść na dół i stać prawie pod samą sceną. Pod koniec spektaklu podszedł do mnie Robert i powiedział, że jak wszyscy wyjdą to mam zostać w środku i poczekać 10 minut i Filip do mnie przyjdzie. Tak też się stało. Filip wyszedł i był w niebieskiej koszuli i bez okularów (kocham ten Jego outfit khdbfdsf) nagle rzucili się na Niego widzowie i zaczęli brać autografy itd. Ja spokojnie czekałam z boku koło Roberta, który jest przesympatycznym człowiekiem. W końcu udało mi się dostać do Filipa. Podeszłam i od razu MOCNO Go przytuliłam i On przytulił mnie jeszcze mocniej. Zdjęcie robiła nam jakaś dziewczyna i niestety jest trochę rozmazane, ale jakoś udało mi się to delikatnie podratować. Nie ważne. Powiedziałam Filipowi, że widzimy się...........w Warszawie, ucieszył się i poszedł się przebrać. Robert zawołał mnie, Agnieszkę Sienkiewicz i Panią Małgorzatę Pieczyśnką i powiedział, że zrobi nam wspólne zdjęcie, aby wstawić na facebook'a. Kiedy już aktorzy poszli do garderoby ja wychodziłam z sali i wtedy Robert i jacyś Jego znajomi wchodzili na backstage i Robert kiwnął do mnie głową, że mam iść z nimi. Tam byli wszyscy oprócz Filipa, bo pojechał swoim autem. Staliśmy wszyscy w kółeczku i po prostu na luzie rozmawialiśmy i było prześmiesznie. Po 19 pożegnaliśmy się wszyscy i się rozeszliśmy. Ja poszłam na dworzec i odziwo trafiłam tam bez GPS'a tylko szłam przed siebie i na prawdę nie wiem jak to zrobiłam, ale trafiłam na miejsce. Była jakoś 19:25, a ja miałam autokar o 21:15. Zimno, bo deszcz padał i jeszcze wiatr wiał, no i siedź człowieku tyle czasu. Do tego jeszcze miałam 2% baterii... Po długim czekaniu podjechał Polski Bus, wsiadłam i od razu się rozłożyłam i było mi tak wygodnie, że mogłabym pojechać tak na koniec świata! Wtedy pomału uświadamiałam sobie to, że to wszystko się stało... Że jeden człowiek spełnił moje marzenia kolejny raz. Kolejny raz powiedziałam sobie głośno, że marzenia się spełniają. Po raz kolejny otworzyłam się do ludzi i wyszło mi to na dobrze. Teraz kombinuję kiedy następny raz pojadę na spektakl, bo przecież jestem 'najgorętszą fanką' i muszę być na każdym! To spotkanie przebiło jednak te listopadowe, myślałam, że tak nie będzie, ale jednak było lepiej, bo tak bardziej na luzie, że wszyscy się znamy itd. W domu byłam ok. 24, padnięta, ale szczęśliwa...najszczęśliwsza.

Pamiętajcie...spełniajcie marzenia, nawet te, które wydają się nierealne. Na prawdę warto. 























You Might Also Like

27 komentarze

  1. Zazdroszczę takiego kontaktu z idolem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też sobie zazdroszczę szczerze mówiąc.. :D

      Usuń
  2. super, że znowu Ci się udało :) jesteś niesamowita <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Karolina Pilczuk15 marca 2015 11:31

    CIESZĘ SIĘ, ŻE MASZ Z NIM TAKI KONTAKT!!!! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się cieszę...uwierz ja też :D

      Usuń
  4. Super post no i znowu bardzo motywuje! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Agata Urwioł15 marca 2015 11:36

    Dziękuję, że wczoraj zgodziłaś się na wspólne zdjęcie na dworcu, wiele to dla mnie znaczy <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co, dla mnie też to wiele znaczy... :)

      Usuń
  6. Idealny blog 👌

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki Tobie wiem, że marzenia się spełniają. Od postu w którym napisałaś o tym jak pierwszy raz spotkałaś Filipa twarzą w twarz coś w mnie pękło...Wtedy uświadomiłam sobie, że moje marzenia są podobne i muszę coś zrobić, aby zacząć je spełniać. Zaczęłam robić coś w tym kierunku i serio chyba mi to wychodzi, a to wszystko dzięki Tobie! Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co dziękować, dąż do całkowitego spełnienia marzeń, trzymam kciuki!

      Usuń
  8. Zajebiste zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
  9. cudowne są te zdjecia z Filipem, bo widać miłość jaką go darzysz *.* <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak zawsze niesamowity post :)

    OdpowiedzUsuń
  11. będzie case z nowymi zdjęciami? :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Patrycja Kozłowska15 marca 2015 11:58

    Nie wiem jak Ty to robisz, że zawsze Ci się wszystko udaje *-* ja tak nie umiem :(

    OdpowiedzUsuń
  13. Zakochałaś się w Filipie <3? :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mój idol, po prostu ;)

      Usuń
    2. z Twoim podejściem do życia Ty dla kogoś też jesteś idolem:)

      Usuń