Koncert Justina Biebera, Believe Tour In Poland

Witam się z Wami w tą piękną ciepłą WIOSENNĄ sobotę! Dziś znów post tematyczny i znów o spełnianiu marzeń. W środę stukną 2 lata od koncert...

Witam się z Wami w tą piękną ciepłą WIOSENNĄ sobotę! Dziś znów post tematyczny i znów o spełnianiu marzeń. W środę stukną 2 lata od koncertu Justina w Polsce. Jako, że posty dodaję w sobotę postanowiłam, że ta sobota będzie idealna na taki post. A więc zaczynajmy...

24.03'13
Justin po 16 jest już w Polsce. Szał na wszystkich portalach. Po 17 wyszłam z domu jeździć po Deichmanach (tak jakoś?) w poszukiwaniach plakatów z Adidas Neo. Cały dzień byłam tak podekscytowana, że chodząc po mieście śmiałam się do siebie, tańczyłam na ulicy i nie obchodziło mnie nic innego tylko koncert. Ok. 23 zaczęły się wielkie przygotowania do koncertu. Pakowanie, szykowanie ubrań, sprawdzanie 33424 razy czy spakowałam bilet...no i wieszanie plakatów. Dochodzi północ, a ja wbijam 4 wielkie plakaty na gwoździe do ściany. Kilka razy odpukali mi sąsiedzi, ale co tam, haha.

25.03'13 DZIEŃ KONCERTU
Wstałam jakoś kilka minut po 8. Strasznie mi się chciało spać, nawet myśl, że dziś zobaczę Justina Biebera nie robiła na mnie wrażenia. Pewnie nie tylko ja tak miałam, że przed koncertem nie czułam tego tak bardzo, bo wydawało się to za piękne, aby było prawdziwe. Z łóżka wyszłam po 9. Od razu włączyłam laptopa, aby obczaić co się dzieje u Justina i czy ktoś już czeka pod Atlas Areną bądź hotelem Justina. Zaczęłam się ubierać, sprawdzać czy mam bilet, umyłam głowę, ale później użyłam za dużo lakieru i znów musiałam ją umyć. Jako, że pech nigdy mnie nie opuszcza zepsuł się bojler z czym wiązało się brak ciepłej wody. Mama, która była po nocce i strasznie zmęczona, zagrzała mi wodę w garnkach i jakoś umyła. Dochodziła godzina 13, a ja oczywiście w stresie, bo co ja o tej godzinie robię we Wrocławiu?! Ok. 14 przyjechała po mnie siostra z chłopakiem. Najpierw musieliśmy jechać po Paulinę i Nicol pod Wrocław. Byliśmy tam chyba o 15. Chwilę posiedziałam z nimi u Pauliny w pokoju, dałam im plakaty, które zebrałam dzień wcześniej i udałyśmy się ubrać. Mama Pauliny od razu zatrzymała mnie przy wyjściu i powiedziała, że dopóki nie zjem obiadu to mnie nigdy nie puści. Wtedy zjadłam obiad najszybciej jak potrafiłam, zajęło mi to ok. 3 minut. 

Cała droga przemijała bardzo fajnie, tylko trochę mnie zmuliło...Mam chorobę lokomocyjną..znaczy nie mam, ale jak jest ciepło i jadę z kimś na tyłach przez kilka godzin to po prostu jest mi niedobrze. Dziewczyny śpiewały i super się bawiły, a ja zestresowana siedziałam z głową skierowaną w okno i próbowałam się nie ruszać, bo mogłoby się to źle skończyć. 

O 18 byliśmy już w Łodzi. Na ulicach pełno samochodów, a na tyłach osoby, które machają, albo serduszkami, albo biletami. Coś cudownego. 

Pod areną było mnóstwo osób, które na czole miały kartki, że sprzedadzą bilet na M&G za 50/100zł. Do dziś dnia nie mogę sobie wybaczyć, że nie kupiłam... Wejście do środka nie było takie trudne, najpierw stałyśmy w ścisku, a potem ochroniarz krzyknął, że otworzyli kolejne drzwi wejście bodjaże 23. Dziki tłum do wejścia. Jako, że Paulina i Nicol nie miały jeszcze 13 lat musiały znaleźć kogoś dorosłego, aby wszedł z nimi do środka. Przy pierwszym wejściu miał to być chyba Mateusz, a przy drugim jakaś miła pani. Dobra weszłyśmy. Oczywiście od razu poszłyśmy do szatni zanieść kurtki, stoimy w kolejce i nagle słyszymy Honey 'POWITAJCIE GŁOŚNYMI BRAWAMI JUSTINA BIEBERA' my od razu popatrzyłyśmy na siebie z takim zdziwieniem 'JUŻ?!' szybko rzuciłyśmy kurtki dostałyśmy numerek i wio pod scenę. Wejście za futrynę (?) było cudowne. Mieć przed oczami coś co należy do Twojego idola i ta świadomość, że dzielą Cię minuty od tego, aby go zobaczyć...Cudownie. Koncert oczywiście się spóźnił. Odliczanie zaczęło się o 19:58. Serce tysiąca ludzi zaczęło momentalnie bić szybciej. Zaczęły się pierwsze omdlenia z wrażenia. Było słychać cudowny pisk, cudowne odliczanie...Nagle pojawiło się wielkie 10, 9, 8, 7, 6,5,4,3,2,1 I 0. Wtedy zaczęłam płakać i skończyłam dopiero po koncercie. Kiedy Justin powiedział 'LET'S GO! WHAT'S UP POLAAAAAAAND?!' serce zaczęło bić najmocniej jak potrafiło. Przyznam się, że z samego koncertu prawie nic nie pamiętam. Byłam w takim szoku, że jedynie przypominam sobie co się działo wtedy kiedy oglądam filmiki. Moment kiedy Justin grał solówkę na perkusji szczególnie utkwił mi w głowie. To moment w którym po wszystkich miejscach chodzi ktoś z Bieber Teamu i szuka tej jedynej OLLG. Odwróciłam się wtedy na chwilę do tyłu, aby zobaczyć czy nikogo przypadkiem tutaj nie ma. Zauważyłam, że ktoś wyciąga jakąś dziewczynkę z płyty. Byłam przerażona, że to już ta OLLG. Na szczęście, a jej nieszczęście to po prostu dziewczyna źle się poczuła. Kiedy już zobaczyłam Nicol czyli OLLG na scenie momentalnie posmutniałam, bo uświadomiłam sobie, że jednak to marzenie mi się nie spełni... Ale trzeba bawić się dalej. Koncert tak szybko się skończył, że nawet się nie zorientowałam kiedy już krzyczeliśmy 'DZIĘKUJEMY'.
Światła się zapaliły i wtedy było widać wszystkie zapłakane dziewczyny, makijaże rozmazane, ale najważniejsze, że szczęśliwe. Wychodząc kilka osób poprosiło mnie o zdjęcie i niestety później zgubiłam wszystkich i chyba w 2014 na moje urodziny znalazłam choć jedną osobę, która zrobiła sobie ze mną zdjęcie. Wychodząc z środka poszłyśmy z Pauliną kupić sobie colę, bo nie ukrywajmy chciało nam się pić. Szłyśmy wzdłuż szatni i nagle przy jednym z wyjść rzuciła nam się w oczy kurtka Dawida Kwiatkowskiego. Poszłyśmy do niego z Pauliną, a Nicol trochę obrażona stwierdziła, że nie chce i poszła (teraz to Ona jest Kwiatonator i pewnie żałuje ;P) porozmawiałyśmy z Dawidem chwilę, wziął mi colę z ręki i napił się łyczka, a skończyło się na całym kubku, ale stwierdził, że przy najbliższej okazji mi odkupi... Zrobiliśmy zdjęcia i ja powiedziałam Dawidowi coś takiego 'widzimy się następnym razem na Twoim koncercie, wierzę w Ciebię' a On odpowiedział tylko 'wątpie, ale dziękuję'. Jak widać stało się tak jak powiedziałam, teraz to ja jeżdżę na koncerty Dawida i za każdym razem wspominam mu swoje słowa. 

W końcu odnalazłyśmy się z moją siostrą i poszłyśmy do samochodu. Zahaczyliśmy o maka (kto wie czy to nie był ten w którym jadł Justin?) i ruszyliśmy do domu. Byłam tak zmęczona, że zasnęłam gdzieś jeszcze w Łodzi i obudziłam się we Wrocławiu prawie pod domem. Weszłam do pokoju, nikogo nie było w domu, bo mama w pracy, a siostra pojechała odwieźć dziewczyny. Spojrzałam na te plakaty i ogarnęło mnie takie dziwne uczucie...no wiecie, że jeszcze kilka godzin wstecz widziałam tego człowieka na żywo, dotknęłam go pod pretekstem, że szłam po wodę i wtedy będąc w 1 rzędzie złapałam go za rękę, że patrzył mi przez chwilę w oczy kiedy stał bez ruchu...a teraz widzę go tylko na plakatach i nie mam pojęcia kiedy zobaczę go następnym razem...Do dziś dnia nie mogę uwierzyć, że tam byłam...

To tyle jeżeli chodzi o koncert. Więcej nie pamiętam, albo po prostu pamiętam, ale nie na tyle, żeby napisać coś normalnego. Podsumowując co u mnie w ogóle...Cały tydzień po za szkołą nie działo się chyba nic specjalnego. Dziś jestem u taty i póki co siedzę przed laptopem. Wstałam po 9, byłam sama w domu, zjadłam szybkie śniadanie, poszłam na dwór i tyle. Teraz ogłoszenie, które pewnie nikogo nie zdziwi, ale już 18 kwietnia wybieram się już 5 RAZ na Kochanie Na Kredyt. Tym razem do Chorzowa. Jakoś nie umiem odpuścić, bo za każdym razem jest coraz lepiej. Za tydzień w sobotę notki nie będzie, bo pewnie połowa się domyśla czemu. Będzie w niedzielę jeżeli nie będę szła na plan Pierwszej Miłości statystować, jak jednak się zdecyduję i pójdę to będzie w...poniedziałek.
Więc w takim razie do zobaczenia :D

NOWY SNAPCHAT OLAJAWORSKA9

























You Might Also Like

20 komentarze

  1. szkoda, że mnie nie było na koncercie.... :(

    OdpowiedzUsuń
  2. zazdroszę Ci, że byłaś na koncercie *_*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ile ja bym dała, żeby być na tym koncercie..... :''''''''''(

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak ty to robisz, że każde marzenie spełniasz?;o

    OdpowiedzUsuń
  5. EwelinkaMalinka921 marca 2015 19:28

    weź się zamień życiem... :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Weronika Kiseka25 marca 2015 19:44

    2 lata... :(

    OdpowiedzUsuń
  7. tęsknie za tym dniem

    OdpowiedzUsuń
  8. ZAZDROSZĘ CI TAK BARDZO,ŻE GO WIDZIAŁAŚ :""""(

    OdpowiedzUsuń
  9. Ty masz tak zajebiście, bo spełniasz wszystkie swoje marzenia

    OdpowiedzUsuń
  10. pamiętam jak widziałam Cię pod Atlas Areną :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja w tym czasie siedziałam w domu i ryczałam :-(

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie mogę doczekać się nowego posta!!! jhfksdsd

    OdpowiedzUsuń
  13. też bym chciała, aby ten dzień wrócił!

    OdpowiedzUsuń
  14. Zazdroszczę max!!! ile bym dała, aby go zobaczyć

    OdpowiedzUsuń
  15. Zazdroszczę.. Ile ja bym dała zeby byc na twoim miejscu 😍 ale ciesze sie twoim szczęściem 💕 pewnie było to cudowne i niezapomniane przeżycie. Masz szczęście

    OdpowiedzUsuń
  16. az chce sie płakac mialam ciarki jak czytałam ta twoja notke
    ja tez widziałam Dawida ale pare dni przed koncertem na fcb mnie wkurzył i teraz sb pluje w twarz ze do niego nie podeszłam przed koncertem i foty nie zrobiłam bo teraz jak jazdze na koncert to nie mam jak sb zrobic z nim zdj. Ale uczucie bylo ah nie do opisania jak on wlecial na ta scene<3 ja nie dowierzałam,piszczałam jak głupia i chce go cholera zobaczyc jak najszybciej:(((
    Tesknieee za nim, ja tez moge aby patrzec teraz aby na plakaty i na zdjecia w komie. eh,... zazdroszcze fotki z Kwiatem

    OdpowiedzUsuń
  17. Wbijaj do mnie tez notka o koncercie ale we wczesniejszych notkach. i o koncertach Dawida

    OdpowiedzUsuń
  18. Jeju tak czytając ten post przypomniało mi się wszystko. Jak bardzo przeżywałam ze nie mogę tam być i jak płakałam do telefonu kiedy słyszałam jak spiewa. Super wpis ;)

    Zapraszam larossee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  19. Szkoda ze ja nie mogłam iść na jego koncert

    OdpowiedzUsuń