Dalej spelniam marzenia...

Kolejny spektakl, kolejne przeżycia...Może zacznę od początku. 7.11'15 KOCHANIE NA KREDYT-WODZISŁAW ŚLĄSKI Rano wstałam tuż po 6,...

Kolejny spektakl, kolejne przeżycia...Może zacznę od początku.

7.11'15 KOCHANIE NA KREDYT-WODZISŁAW ŚLĄSKI
Rano wstałam tuż po 6, szybko się ogarnęłam, posiedziałam chwilę, sprawdziłam czy wszystko mam i poszłam przed 8 na tramwaj na dworzec. Na miejscu byłam przed 9. Poszłam do starbucksa, chwilę posiedziałam i ruszyłam na dworzec autobusowy. Ku mojemu nieszczęściu padał deszcz i musieliśmy kisić się pod parasolem w oczekiwaniu na Polskiego Busa. 
W busie jak zwykle chciałam siedzieć sama, usiadłam na jednym miejscu i zaraz się przesiadłam, bo nie odpowiadała mi podstawka na nogi, usiadłam obok, ale jakaś pani zasiadła na moim poprzednim miejscu i stwierdziłam, że to za blisko, więc poszłam na sam tył. Chwilę byłam sama lecz dosiadł się do mnie jakiś pan, za nim pani i do nas dosiadła się jeszcze para zakochanych. Chciałam być sama, a skończyłam w otoczeniu dzieci z przodu i chłopaka, który całą podróż stykał się ze mną ramieniem i kolanem, haha. Nie narzekajmy..to tylko 2,5h. 

 W Katowicach byłam jakoś o 11:47. Następnego busa miałam dopiero za godzinę. Poszłam w tym czasie do galerii, aby kupić torebkę na prezent dla Filipa i pośród wszystkich świątecznych znalazłam w miarę nie świąteczną, haha. Kupiłam i poszłam dalej czekać, pozwiedzałam najbliższą okolicę i poszłam do busa. Na wejściu jak pan spytał dokąd bilet to powiedziałam, że do Raciborza, bo zapatrzyłam się na napis na szybie...Trochę przepłaciłam, bo bilet do Rybnika był o połowę tańszy, a tam właśnie jechałam. Po drodze nie byłam pewna czy kierowca zatrzyma się w Rybniku, więc w razie czego obczaiłam jak dojechać z Raciborza do Wodzisławia. 
Na przystanku Rybnik Śródmieście Urszulanki czyli tam gdzie miałam wysiadać, kierowca się zatrzymał i weszła pani i go zagadała, więc szybko śmignęłam za nią, aby mnie nie zauważył. Chciałam uniknąć gadania, że to jeszcze nie Racibórz i, że po co kupowałam bilet kiedy wysiadam pół godziny wcześniej.
W Rybniku kolejnego busa miałam o 14:06, więc miałam chwilę czasu, aby iść do sklepu po coś do picia. Poszłam na stację i dopiero później zorientowałam się, że obok była biedronka, ale co tam. Na przystanku porobiłam kilka zdjęć, nagrałam snapy i przyjechał przewoźnik. 
W Wodzisławiu przegapiłam swój przystanek i wysiadłam dwa dalej, ale oprócz dłuższego spaceru nic się nie stało. Postanowiłam iść pod Centrum Kultury, aby zobaczyć jak stamtąd dojść do powrotnego busa, bo wiadomo jak to bywa kiedy ma się 20 minut na dotarcie, a nie jest się u siebie. 
Spod Centrum ruszyłam z GPS'EM na nieistniejący przystanek...Nawigacja poprowadziła mnie na rondo gdzie był po drugiej stronie Mcdonald's czyli mój drugi cel. Dobre 20 minut chodziłam na około ronda, a także zboczyłam na boczne ścieżki. Kiedy już byłam bliska płaczu, bo czas leciał, a ja byłam no w czarnej dupie, zmieniłam nawigacje. Sprawdziłam dokładnie nazwę ulicy i pokazało mi, że jest to kilometr ode mnie. Złapałam przypadkowego przechodnia i zapytałam gdzie jest ulica bodajże Targowa. Wytłumaczył mi, że to kawał drogi i, że najpierw muszę przejść długą ulicę, potem rynek, skręcić tam i tam i powinnam znaleźć. Doooobra. 

Wskazówki pomogły i znalazłam dworzec. Obczaiłam skąd odjedzie mój bus i postanowiłam wrócić znów na nieszczęsne rondo oczywiście do Mcdonalda. Miałam dwie godziny na odpoczynek, na zjedzenie i naładowanie telefonu. W połowie dosiadł się do mnie bezdomny i powiem szczerze, że nie siedziało się najlepiej, bo ciężko siedzieć kiedy ktoś perfidnie patrzy ci się na ręce, twarz no i oczywiście plecak. Nie byłam hojna i nie dałam mu pieniędzy, ponieważ miałam wszystko wyliczone i musiałam mieć awaryjne pieniądze jakbym znów pomyliła trasy. Ok. 17:15 wyszłam z  maka i poszłam na miejsce spektaklu. Myślałam, że będzie trochę za wcześnie, bo byłam o 17:30, a spektakl zaczynał się o 18:00.

Weszłam do środka, oddałam kurtkę i usiadłam na chwilę na schodach, bo było zamieszanie. Jakoś o 17;40 zaczęli nas wpuszczać do środka. Miałam miejsce w drugim rzędzie. Obok mnie po lewej było jedno wolne miejsce i po prawej też, taka byłam sprytna, że specjalnie na ostatnią chwilę kupiłam sobie taki bilet. Spektakl zaczął się może 3 minuty po 18. Dziwnie mi się go oglądało, ponieważ znałam już cały scenariusz, a tekst miałam w głowie z wyprzedzeniem. Czasem były momenty, że musiałam się powstrzymywać, bo zaraz miało być coś śmiesznego, a ja już to miałam w głowie. 
W przerwie w aktach napisałam do Roberta co gdzie i jak po spektaklu. Drugi akt się zaczął i były moje ulubione sceny. Na koniec jak to zawsze mają ukłony i marsz z oklaskami, gorąco mi się zrobiło oczywiście wtedy kiedy Filip mi pomachał ze sceny. Po spektaklu weszłam na chwilę na scenę zamienić słówko i czułam palący wzrok ludzi, że czemu ja tam mogę wejść haha. Dowiedziałam się, że Filip wie, że jestem, wie ile mam czasu, wie jak wracam do domu i wiedział, że musi się pośpieszyć, hahah. W końcu przyszedł uśmiechnięty od ucha do ucha.

W drodze na dworzec, oczywiście telefon do Pauliny. 
Autobus był punktualnie i tym razem miałam kupić bilet do Raciborza i na szczęście tak się stało. W Raciborzu miałam pociąg i chwilę mi zajęło odnalezienie po ciemku dworca, a jeszcze dłużej zajęło odnalezienie skąd odjeżdża mój pociąg. Jechałam Koleją Śląską i miałam jechać prosto do Katowic, ale konduktor przyszedł i powiedział, że w Raciborzu przesiadamy się w inny pociąg. Po przesiadkach pociągowych byłam już w Katowicach. Trochę 'zwiedziłam' okolice dworca pkp i poszłam na ten sam dworzec autobusowy co w dzień. Byłam tam chyba 5 min po północy co oznaczało 40 minut czekania. Poznałam fajną dziewczynę z którą mogłam sobie pogadać w oczekiwaniu na autokar. O 00:45 był PKS. Weszłam i powiem szczerze ledwo znalazłam wolne miejsce, bo każdy spał rozłożony. Usiadłam i chwilę mogłam pocieszyć się samotnością, aż usłyszałam 'wolne?' no co będę kłamać...'wolne, proszę'. Usiadł koło mnie taki no.. przy kości facet i czułam się otoczona. Chwilę porobiłam coś na telefonie i próbowałam zasnąć tak, aby nie był to głęboki sen, ponieważ we Wrocławiu jest przystanek nie koniec trasy, więc trzeba samemu dopilnować, aby wysiąść we Wro, a nie w Jeleniej Górze. 
Ok 4:30 byłam już u siebie w mieście. Poszłam na autobus i prosto do domu. W domu byłam jakoś po 5. Szybko się ogarnęłam i spać. Nawet nie wiecie ile znaczy łóżko po tak niewygodnej podróży. 
Nie spałam dużo, bo tylko 3 godziny i o 8 już byłam na nogach. Myślałam, że najmniej do 14 pośpię. Teraz tylko leżę w łóżku z laptopem i próbuję sobie po raz kolejny wbić do głowy to, że to co wczoraj było to było naprawdę.

Wiem, że się znów powtórzę, ale spełniajcie marzenia, bo warto.








































You Might Also Like

7 komentarze

  1. Coraz lepiej Ci idzie :) Świetnie wszystko opisujesz, cieszę się, że się cieszysz :D
    Wszystkiego dobrego!:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam w Twoim blogu i w Tobie to, że masz tyle motywacji, aby chwycić te marzenia i iść dalej, z milionem spełnionych celi w kieszeni. Jesteś wielka! :)
    http://my-natalias-place.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, znowu ci zazdroszczę spotkania z Filipem! *o* Boskie zdjecia! Wiidać w nich twoją siłę ku swoim marzeniom! <3
    http://julia-skorupka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazdroszcze! Sliczne zdjecia <3
      http://kavax.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. mega dzień,przypomina mi się mój trip do Wawy haha :D - Skrzypul

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow, super! :D Moje marzenia też ostatnio się spełniają :3
    Świetna relacja, uwielbiam jak jest tak dużo zdjęć :D
    Życzę powodzenia w dalszym spełnianiu marzeń!
    justsayhei.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń